Wrocław, poniedziałek, 25 czerwca 2001

 

Szanowny Panie Marku!

Z przyjemnością odpowiadam na drugie pytanie Pana Rafała Seremeta w dyskusji rozpoczętej na Pana panelu, a dotyczące postrzegania terapii niekonwencjonalnych oraz motywów wyboru właśnie takich metod leczenia przez pacjentów.

Zacznę od skrótu historii mojego przypadku. Blisko 4 miesiące temu zdiagnozowano u mnie czerniaka złośliwego. W tamtym okresie nowotwór ten miał już liczne przerzuty do istotnych organów wewnętrznych (wątroba, trzustka, śledziona, kości etc.) choć zewnętrznie było to jedynie niewielkie znamię. Objawy dotyczyły głównie złego samopoczucia, odczucia osłabienia, obniżonej odporności organizmu, a także nadmiernego jak na mój wiek (28) parcia na mocz, które to pojawiło się bez żadnej przyczyny w lutym roku 2000. Serie antybiotyków nie przyniosły poprawy, również zlecone później przez lekarza badania laboratoryjne dały wynik negatywny. Zmieniłem lekarza. Znany urolog stwierdził, że to się zdarza, nie wiadomo jaka jest przyczyna (może stres) ale zna takie przypadki. Mówił także, że tak na nagle jak się to pojawiło może i przejść, zapisał mi jednak kilka opakowań leków. Po przeczytaniu ulotek, leków tych zdecydowałem się nie brać. Antybiotyki nie pomagały a to było dalej trafianie w ciemno. Pojechałem na urlop (stres), odpocząłem, poczułem się trochę lepiej, ale na krótko. Po dalszych trzech miesiącach moje samopoczucie zaczęło znów się pogarszać. W styczniu br. czułem się już po prostu źle, doszły zaburzenia snu. Ponieważ zmieniłem niedawno mieszkanie postanowiłem sprawdzić, czy nie śpię na żyle wodnej, skorzystałem z usług lokalnego radiestety. Założenie odpromienników nie przyniosło jednak spodziewanych efektów. W lutym postanowiłem zbadać się dokładniej, na własną rękę, bez żadnych sugestii lekarzy z którymi miałem wcześniej kontakt. Diagnoza czerniak złośliwy z przerzutami.

Po przemyśleniu swojego przypadku podjąłem postanowienie, że na leczenie konwencjonalne (chemia, wycinanie czegoś etc.) się nie zdecyduję. 28 lat to trochę mało żeby zostać wrakiem. Zresztą nawet amerykańskie statystyki dają 20% na przeżycie 5 lat. Moja decyzja wynikała także z mojego przekonania, że człowiek nie jest urządzeniem technicznym i mechanistyczna medycyna w takim przypadku na pewno mi nie pomoże. Duże obawy budził we mnie fakt, że ewentualne następstwa leczenia konwencjonalnego (operacja) będą nieodwracalne w skutkach a nie gwarantują powrotu do zdrowia.

Dzisiaj po 4 miesiącach terapii alternatywnej mogę powiedzieć, że miałem to szczęście, że w porę zetknąłem się z Panem Markiem Stawickim. Po lekturze stron internetowych www.retman.com.pl/sd i zrobieniu badania metodą radiestezyjną nie miałem wątpliwości, że znalazłem właściwą drogę. Precyzyjne określenie stopnia rozwoju choroby i przerzutów do poszczególnych organów. Określenie przyczyn (złe odżywianie, strefy zadrażnień geopatycznych) i podmiotowe podejście pana Marka do mnie dało mi przekonanie, że terapia, którą mi zaproponował może (powinna) być skuteczna. W tym momencie nawiązując do pytania o motywy, które skłoniły mnie do skorzystania z terapii alternatywnej chciałbym zaznaczyć, że również fakt doboru środków służących uzdrowieniu (zioła, energia, berła) dla każdego pacjenta indywidualnie był dla mnie bardzo przekonujący. Następnym istotnym czynnikiem był fakt, że metoda “DEMERG” może być prawdziwie alternatywną formą terapii (a nie jedynie uzupełniającą bądź wspomagającą lekarza konwencjonalnego). Myślę, że gdyby była to jedynie terapia wspomagająca nie zdecydowałbym się na jej rozpoczęcie ponieważ z założenia nie wierzyłem w skuteczność medycyny konwencjonalnej w moim przypadku. Dzisiaj po 4 miesiącach tej terapii cieszę się, że ten wybór okazał się trafny, nie waham się to powiedzieć, że jest to terapia faktycznie ratująca życie i co chyba jeszcze ważniejsze zdrowie.

Pozostała mi druga część pytania mianowicie jak jako pacjent odbieram fenomen skuteczności tej terapii. Otóż dla mnie nie jest poza zakresem możliwości akceptacji. Interesowałem się kiedyś popularnonaukowymi zagadnieniami dotyczącymi radiestezji i promieniowania kształtu w aspekcie naszej cywilizacji oraz niektórych cywilizacji starożytnych i skłaniam się raczej ku twierdzeniu, że brak możliwości technicznego opisu pewnych zjawisk przez naukę jest raczej ułomnością współczesnych teorii i przyrządów pomiarowych. Widoczne są dla mnie natomiast efekty – moje zdrowie co dla mnie jest więcej niż wystarczające.

Pozdrawiam serdecznie

Wojciech B. , Wrocław

newfacts@wp.pl

PS. Chętnie wezmę udział w dalszej dyskusji dzieląc się dokładniej moimi przemyśleniami.