Dzień dobry panie Marku.
Cieszę się z rozpoczętego z Panem dialogu i dyskusji.
Oczywiście wyrażam zgodę na publikację mojej pracy w Pańskim panelu dyskusyjnym.
Odnośnie proponowanych pytań to wydaje mi się, że może warto by także dołączyć pytania:
- jak dany terapeuta postrzega różnicę pomiędzy medycyną konwencjonalną, a niekonwencjonalną, co jest jego zdaniem istotą medycyny niekonwencjonalnej
- jak postrzegają medycynę niekonwencjonalną jego pacjenci, co najczęściej skłania ich do korzystania z takich terapii ( oczywiście często po prostu nie mogli się wyleczyć u lekarza, ale może mają też jakieś inne motywy - jak tłumaczą sobie fenomen skuteczności terapii niekonwencjonalnych)
 
 Jeśli chdzi o moją odpowiedź na Pańskie 3 pytania, to jest ona następująca:
1. Wszelkie uporządkowanie pojęć w medycynie niekonwencjonalnej wydaje się być bardzo wskazane przed rozpoczęciem dyskusji z medycyną formalną (kliniczno-akademicką), bo to środowisko przywiązuje do tego istotną wagę. Moim zdaniem z powodów formalnych, jak i emocjonalnych oraz humanitarnych wszelka terapia niekonwencjonalna mogłaby być podawana na rynku jako "komplementarna" i wydaje mi się, że bardzo wybitni uzdrowiciele reklamują swoje działania jako wspomagające leczenie u lakarzy (choćby po to, aby uniknąć niepotrzebnych wojen z medycyną).
Sądzę, że może być sprawą przydatną określenie jak dany terapeuta postrzega swoją działalność i jej wyniki.
Jeśli chdzi o mnie to stosuję połączenie terapii Siatsu opartej na meridianach, jak i bioenergoterapii
i form przcy z umysłem. Przypadki, w których nastąpiła zdecydowana lub całkowita poprawa (przy bezskuteczności leczenia konwencjonalnego) to głównie różnego rodzaju bóle kręgosłupowe oraz kilka przypadków bezpłodności. W przypadkach nowotworów stwierdzałem jedynie zjawisko otrzymywania poprez terapię dużego wsparcia psychicznego, zmiejszenie bólów wywołanych zmianami i ogólne wzmocnienie żywotności, ale były to przypadki bardzo zaawansowanych zmian nowotworowych.
Oczywiście bardzo zadowalającą poprawę mieli pacjenci z objawami przemęczenia pracą, czy nadmiarem napięcia wewnętrznego.
2. Poziom kształcenia medyków niekonwencjonalnych w Polsce należałoby zdecydowanie poprawić, na wzór np. niektórych stanów w USA. Istnieją tam instytuty niekonwencjonalne mające uprawnienia wydawania całkowicie chonorowanych przez prawo certyfikatów - co czyni madocynę niekonwencjonalną w pełni komplementarną, mającą swoje niepodważalne miejsce w rzeczywistości społecznej i w procesie pomagania potrzebującym, a zapewne także w rozwoju ludzkiej świadomości
    Powinny istnieć placówki niekonwencjonalne mające znaczenie prawne i akceptowane przez chociaż część środowiska medycznego. W Polsce istnieje obecnie kilka studiów medycyny niekonwencjonalnej, ale nie jest dla mnie do końca czytelne czy mają one równie silne ambicje przygotowania profesjonalnego, jak ambicje finansowe - powinno to iść w parze - placówka taka powinna nie tylko być bardzo droga, ale także bardzo profesjonalna.
Osobiście myślę, że nie jest najważniejsze, aby w takiej placówce podawać po odrobinie wiedzy to z chiromancji, to z astrologii, to z tarota itd. (mogły by to być uzupełniające fakultety poszerzające osobowość), ale by np. był nieco zbliżony do uczelni medycznych zasób wiedzy z anatomii, fizjologii i patologii, do tego intensywne prygotowanie teoretyczne z obszru danej terapii niekonwencjonalnej, i do tego jako rzecz najważniejsza zajęcia praktyczne z danej terapii niekonwencjonalnej, odbywające się cyklicznie przez cały czas trwania edukacji.
Wówczas dawałoby to stosunkowo dużą fachowość i w miarę powszechną akceptację środowisk zewnętrznych.
    Ponadto ponieważ już działa ponoć tak spora ilość terapeutów niekonwencjonalnych (chociaż w USA szacuje się, że ich liczba jest porównywalna do liczby lekarzy oficjalnych), to może wskazany byłby wymóg (co np. zrobiono w Zambii i innych krajach tego regionu), aby wszyscy oni odbyli chociażby najbardziej podstawowe przeszkolenie formalne z zakresu np. anatomii i bhp zakończone egzaminem. Szkolenie takie mogłoby być opłacane (niewygórowaną stawką) przez samych terapeutów, a prowadzić by je mogli akademicy medycyny oficjalnej.
Taki stan rzeczy w sposób zdecydowany zmniejszyłby wojnę między tymi środowiskami.
3. Na pewno medycy niekonwencjonalni powinni się doskonalić zawodowo, ponieważ w tym obszrze jest to szczególnie aktualne (bardziej niż np. u ślusarza, który jest znudzony ćwiczeniem ruchów pilnika). Na pewno także konkutencja wolnorynkowa jest zdrowym zjawiskiem rynkowym, bo pacjent powinien mieć możliwość wyboru takiej terapii, która mu najbardziej pomoże, a nie np. tej, którą sobie zarzyczył rząd, lub ktoś inny wysoko postawiony.
    Z drugiej strony dialog podejścia alternatywnego i akademicjkiego wydaje się bardzo wskazany ponieważ oba te dorobki ludzkości mają swoję wartość - akademickie w badaniu materialnego (biologiczno-chemicznego) uwarunkowania chorób, zaś alternatywne w badaniu bardziej duchowego i energetycznego ich uwarynkowania.
Dialog taki mógły stworzyć kiedyś w przyszłości (bliskiej lub bardzo dalekiej) nową medycynę jutra - znającą zarówno materię, jak i ducha - którą to postawę miało wielu uczonych renesansu np. Paracelsus - będący zarówno wybitnym medykiem, chemikiem, jak i uzdrowicielem i ezoterykiem.
 
To tyle. Czekam na Pana odpowiedź,
pozdrawiam - Rafał Seremet
rafal.seremet@wp.pl